Piłka nożna

A pamiętasz jak… Cud w La Coruni, historyczna remontada Deportivo

A pamiętasz jak… Cud w La Coruni, historyczna remontada Deportivo

(7 kwietnia 2004/La Coruna, Estadio Riazor)

Deportivo La Coruna na przełomie wieków było czołowym klubem nie tylko Primera División, ale również Starego Kontynentu. Świetna praca trenerska Javiera Irurety poskutkowała m.in. mistrzostwem Hiszpanii i pamiętnym triumfem w Pucharze Króla, gdy klub z Riazor popsuł 100-lecie Realu Madryt. Szczyt możliwości na arenie międzynarodowej przypadł na sezon 2003/04.

 W fazie grupowej tamtej Ligi Mistrzów Deportivo zdystansowało PSV Eindhoven, a w 1/8 finału Juventus. Przeciwnikiem w ćwierćfinale był obrońca trofeum Milan. „Rossoneri” mieli wówczas skład naszpikowany gwiazdami. Bramki bronił Dida, defensywą dowodził Paolo Maldini, a partnerowali mu Cafu i Alessandro Nesta, w drugiej linii brylowali Kaka, Andrea Pirlo czy Clarence Seedorf, a za zdobywanie bramek odpowiedzialny był Andrij Szewczenko.

 Pierwsze spotkanie na San Siro zakończyło się zgodnie z planem. Milan wygrał 4-1, dominując przede wszystkim w drugiej połowie. Rewanż wydawał się być formalnościa, ale wówczas stało się coś, co przeszło do historii. Deportivo nie miało w składzie gwiazd europejskiego formatu. Był oczywiście reprezentant Hiszpanii Juan Carlos Valeron, doświadczony bramkarz Jose Molina, brazylijski mistrz świata z 1994 roku Mauro Silva, urugwajski napastnik Walter Pandiani czy Portugalczyk Jorge Andrade. W tamten środowy wieczór wznieśli się jednak na wyżyny umiejętności.

 Już w 5. minucie do bramki trafił Pandiani. W 35. minucie fatalny błąd Didy wykorzystał Valeron, a jeszcze przed przerwą na 3-0 strzelił Albert Luque. Sensacja wisiała na włosku, ale Milan miał całą drugą część na odrobienie strat. Carlo Ancelotti wzmocnił ofensywę, wprowadzając kolejno Serginho, Filippo Inzaghiego oraz Rui Costę. Było to jednak za mało. Zamiast wyśnionego gola, Milan stracił czwartą bramkę. Sprawę awansu do półfinału załatwił Fran.

 W najlepszej czwórce Deportivo za wiele nie zwojowało. W dwumeczu nie strzeliło gola Porto, a samo straciło jedną bramkę. Wspomnienie meczu z 7 kwietnia 2004 roku pozostanie jednak na długo w pamięci kibiców.

 

Kliknij, aby dodać komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Piłka nożna