Piłka ręczna

Bezcenny punkt „Nafciarzy” na trudnym terenie w Kilonii

Bezcenny punkt „Nafciarzy” na trudnym terenie w Kilonii

Wicemistrzowie Polski – szczypiorniści Orlen Wisły Płock – robią wszystko, by awansować do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Kolejny krok wykonali remisując na wyjeździe 24-24 z czołową ekipą Bundesligi, THW Kiel.

Na początku listopada podopieczni Piotra Przybeckiego sensacyjnie ograli w Orlen Arenie drużynę z Kilonii 24-22. Poszli później za ciosem zwyciężając szwajcarski Kadetten Schaffhausen, ale w 8. kolejce musieli przełknąć gorycz porażki u Helwetów. Utrzymują się na szóstej pozycji, ostatniej dając prawo gry w następnej rundzie. Naciska ich jednak mocno duński Bjerringbro-Silkeborg.

Wśród zawodników, którzy pojechali do Niemiec zabrakło przede wszystkim rumuńskiego rozgrywającego Dana-Emila Racotei. Gospodarze musieli się obejść bez Blazenko Lackovicia, Christiana Dissingera oraz Rene Tofta Hansena.

Pierwsza połowa nie układała się od początku po myśli wicemistrzów PGNiG Superligi. Kiel po siedmiu minutach prowadziło już 5-0. Płocczanie nie byli w stanie trafić nawet z rzutu karnego. Dopiero po akcjach Dmitrija Żytnikowa dwa trafienia zapisano na koncie przyjezdnych. Bramkarz Wisły Rodrigo Corrales bronił całkiem nieźle, jednak jego koledzy byli nieskuteczni w ataku i po 18 minutach na tablicy wyników było 10-4 dla drużyny niemieckiej.

Na bohatera wyrastał stojący między słupkami Kiel Niclas Landin. Znakomicie interweniował po rzutach Duarte, Rochy i Żytnikowa. Na defensywę „Nafciarzy” raz po raz sposób znajdował Domagoj Duvnjak. Gościom nie pomogło wykluczenie Valentina Ghionei, a kolejnym zawodnikiem u gospodarzy, który był nie do zatrzymania okazał się Rune Dahmke. Lepsi w każdym elemencie gry szczypiorniści Alfreda Gislasona do przerwy prowadzili 15-9.

Kilończycy zagrali pasywnie po przerwie, szybko tracąc dwie bramki. Wisła wyraźnie się rozkręcała, a nie przeszkodził w tym nawet niewykorzystany karny Rochy. Corrales nie był w stanie obronić wszystkich rzutów Duvnjaka, ale pozostali gracze „Zebr” nie były już tacy skuteczni. Strata ekipy Przybeckiego jednak nadal była wyraźna (15-22 w 43. minucie).

Cztery kolejne gole Wisły dały nadzieję. Totalnie pogubiony Kiel odpowiedział dopiero bombą Niclasa Ekberga na 23-19. Po bramkach Marko Tarabocchii oraz Michała Daszka zrobiło się jednak 24-22 dla gospodarzy. Coraz lepiej spisywał się rezerwowy golkiper gości Marcin Wichary. Trafienie Jose Guilherme de Toledo pozwoliło dojść na bramkę różnicy. Pewni zwycięstwa kilończycy wyglądali na mocno zdenerwowanych. Do końca nie powiększyli już swojego dorobku, a gola nr 24 dla Wisły zdobył Lovro Mihić. Niemcy nie byli już w stanie zadać decydującego ciosu.

THW Kiel – Orlen Wisła Płock 24-24 (15-9)

najwięcej bramek: Domagoj Duvnjak 7 – Lovro Mihić 6

EHF Champions League wróci dopiero za ponad dwa miesiące. Wisła 12 lutego u siebie zagra z SG Flensburg-Handewitt. Tydzień później czeka ją arcyważny mecz przeciwko Silkeborgowi.

Kliknij, aby dodać komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Piłka ręczna