Piłka ręczna

Polscy szczypiorniści bez szans w starciu ze Słowenią

Polscy szczypiorniści bez szans w starciu ze Słowenią

Reprezentacja Słowenii zdominowała mecz 2. kolejki przeciwko reprezentantom Polski. Katowicki „Spodek” tym razem nie „odleciał”, a rywale zwyciężyli 23:32 (11:17).

Reprezentacja Polski nie mogła zaliczyć do udanych spotkania otwarcia Mistrzostw Świata w piłce ręcznej mężczyzn, które odbywają się w Polsce i Szwecji, gdyż przegrała 24:26, ale podopieczni Patryka Rombla byli bardzo chwaleni. Postawienie się aktualnym mistrzom olimpijskim i momentami równa gra pozostawiły dobre wrażenie, a już przed turniejem było jasne, że o wygraną w tym meczu będzie niezwykle trudno. Najważniejsze dla Polski starcie grupy A miało odbyć się w katowickim „Spodku” w sobotę, gdy to zagraliśmy ze Słoweńcami. W związku z obecnością w grupie bardzo odstającej od reszty Arabii Saudyjskiej, był to bój o potencjalne dwa punkty w drugiej fazie grupowej! To było spotkanie olbrzymiej wagi.

Pierwszego gola meczu rzucił Alex Vlah, ale po chwili Słoweńcy zarobili pierwszą dwuminutową karę, a Arkadiusz Moryto wykorzystał rzut karny. Po chwili ten sam zawodnik wykorzystał kontrę i rzucił na pustą bramkę, dając nam prowadzenie 2:1. Polacy mogli się podobać zarówno w ataku, jak i przede wszystkim w obronie. Po chwili Polacy rzutami ze skrzydeł objęli prowadzenie 4:2. Chwila przestoju Biało-Czerwonym pomogła jednak Słoweńcom zdobyć dwie bramki z rzędu – na 4:4 z rzutu karnego trafił Jure Dolenec. Wtedy Polacy zaczęli popełniać niepotrzebne błędy i zacięli się w ofensywie.

W 12. minucie Dean Bombac rzucił na 6:4 dla rywali. Niekorzystną serię Polaków przerwał dopiero Moryto – najpierw trafiając z karnego, a później na pustą bramkę, gdy Słoweńcy grali w osłabieniu. Po pierwszym kwadransie Słoweńcy prowadzili 8:7. Nam nie pomagały kary dwuminutowe rywali. Blaz Janc przy osłabieniu Słoweńców trafił na 9:7. Polacy musieli gonić. Wreszcie do gry podłączył się Szymon Sićko i trafił na 10:11. Niestety, poza kilkoma dobrymi akcjami Polacy nie byli w stanie odpowiednio rozwinąć skrzydeł. Przy 10:12 karę zarobił Michał Olejniczak, a po chwili to samo spotkała Arkadiusza Morytę. Słoweńcy wyszli na 13:10.

Sytuacja Polaków wyglądała bardzo źle. Końcówka pierwszej połowy nie była tak dobra, jak ta z Francją. Polacy przegrywali 11:17 i w ich grze nie było widać ani odrobiny pozytywnej perspektywy na drugą połowę.

Pierwszą dużą szansę na gola dla Polski w drugiej połowie miał Przemysław Krajewski, ale zmarnował dogodną sytuację. Na szczęście po chwili się zrehabilitował i trafił na 12:17. Cóż, z tego skoro za faul na Blagotinseku karę dostał Patryk Walczak. Naszą obronę kolejnymi bramkami rozbijał Alex Vlah i w 38. minucie zrobiło się 13:20. Blaz Janc zaraz podwyższył na 21:13, a my musieliśmy się pogodzić z tym, że tego meczu już raczej nie wygramy.

Patryk Rombel wziął czas, ale ciężko było przewidywać, że coś się zmieni. Po niej z koła trafił Patryk Walczak. Nasza gra od słoweńskiej różniła się jednak tym, że rywale wykorzystywali większość znakomitych okazji, a Polacy takie szanse pudłowali – raczej trafialiśmy z trudniejszych pozycji. Gdy druga część gry zbliżała się do zakończenia pierwszego kwadransa zrobiło się 25:15. Polacy zdobyli kolejne trzy bramki. W 48. minucie Jan Czuwara trafił na 18:25. Nadzieja zabłysnęła jednak tylko na chwilę, bo później dwie bramki z rzędu rzucili Słoweńcy. Na 10 minut przed końcem było 27:18 dla rywali. Słoweńcy budowali przewagę. Niedługo później znowu mieli prowadzenie 10 bramkami, a nawet je jeszcze wyśrubowali na 31:20.

Ostatnie minuty to niewielkie zaangażowanie z obu stron. Wynik meczu i tak był przesądzony. Słoweńcy obdarli nas z marzeń i sprawili, że do drugiej fazy wejdziemy (prawdopodobnie) z zerowym dorobkiem punktowym.

Kliknij, aby dodać komentarz

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka ręczna

Więcej w Piłka ręczna