Koszykówka

Wizards nie zaczarowali mistrzów

Wizards nie zaczarowali mistrzów

Cleveland Cavaliers potrzebowali dogrywki, by zakończyć passę siedmiu kolejnych zwycięstw Washington Wizards. Po emocjonującej końcówce mistrzowie z ubiegłego roku wygrali na wyjeździe 140-135. Marcin Gortat rzucił 16 punktów, najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania był jego kolega Bradley Beal (41).

Po styczniowym dołku Cavs, którzy nadal są liderami na Wschodzie, odzyskują formę. Przed przyjazdem do stolicy wygrali z Minnesotą oraz New York. Z kolei Wizards ostatnio poradzili sobie z New Orleans Pelicans, a od początku roku mają na rozkładzie m.in. Chicago, Boston, Atlantę i LA Lakers.

Obrońcy tytułu ruszyli od pierwszych sekund na gospodarzy. Prowadzili 7-2, a Gortat swój dorobek punktowy otworzył dopiero przy czwartej próbie, po pięciu minutach gry. Scott Brooks musiał coś zmienić, poprosił więc o czas. Przerwa pozytywnie wpłynęła na jego podopiecznych. Efektownym wsadem popisał się John Wall, za trzy trafił Beal. Po siedmiu minutach Wizards wyszli na prowadzenie. Pierwszą kwartę wygrali różnicą sześciu oczek.

W następnej odsłonie ekipa z Cleveland odrobiła nieco strat. Pomogły celne rzuty dystansowe. Wynik trzymał Tristan Thompson, u przeciwników dobrze spisywali się Markieff Morris. Po 24 minutach gospodarze wygrywali 57-54.

Trzecia kwarta to popis Kevina Love’a. Choć 28-latek rozpoczął ją od niecelnej trójki i dwóch fauli to szybko wszedł na właściwe tory. W tej części rzucił 15 punktów, zebrał kilka ważnych piłek. Po jego rzucie z dystansu Cavs wyrównali na 6:55 przed końcem kwarty. Było po 68-68. Od tego momentu żadna z drużyn nie uzyskała więcej, niż pięciu punktów przewagi. O lekkim prowadzeniu gości przesądzała lepsza gra w obronie. Po tej odsłonie Cavs wygrywali w Verizon Center 86-82.

Po sześciu minutach czwartej kwarty ekipa LeBrona Jamesa prowadziła 101-96. Trafienia Morrisa, Gortata i Walla szybko wyprowadziły na prowadzenie rywali. Gra byla zacięta, przypominała prawdziwą wymianę ciosów. Trójkami kosz gospodarzy bombardował LBJ. Wtórował mu Love, po przeciwnej stronie dłużny nie pozostawał Beal. Na 3.4 sekundy przed końcem Kyle Korver sfaulował Walla, a po dwóch celnych wolnych lidera Wizards zrobiło się 120-117 dla gospodarzy. James i Love nie powiedzieli jednak ostatniego słowa. LBJ przejął piłkę po podaniu niemal przez całe boisko, odwrócił się i trafił za trzy punkty. Oznaczało to dodatkowych pięć minut gry.

Dogrywka nie poszła po myśli LeBrona. Szybko zanotował stratę, a później złapał szósty faul i zszedł z boiska. Wizards wykorzystali dekoncentrację rywali, wyszli na 127-122 po trójce Kelly’ego Oubre’a. Cavs raz jeszcze odrobili straty. W samej końcówce grę na swoje barki wziął Kyrie Irving. Trafił z dystansu na 35 sekund przed ostatnią syreną (136-133). Gortat po chwili odpowiedział, ale gracz gości z numerem 2 nie pomylił się z linii rzutów wolnych. Do kolejnej dogrywki mógł jeszcze doprowadzić Beal, spudłował jednak za trzy.

Washington Wizards – Cleveland Cavaliers 135-140 pd. (32-26, 25-28, 25-32, 38-34, 15-20)

Love rzucił 39 punktów, miał 12 zbiórek. LBJ do 32 oczek dołożył 7 zbiórek i 17 asyst (rekord kariery). Obaj trafili po sześć rzutów za trzy. Gortat tym razem zaprezentował nie najlepszą skuteczność (46 proc. z gry, 6/13). Miał 8 zbiórek i 3 bloki.

Wizards spadli na czwarte miejsce w konferencji (30-21). Prowadzą niezmienne Cavs (35-15). Między nimi są jeszcze Celtics (33-18) i Raptors (32-21).

Kliknij, aby dodać komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Koszykówka